Blue Monday, dajmonion i kosmiczne rachunki

Styczeń 18th, 2015 by darek

Jutro będzie Blue Monday.
Jest taki smutny między innymi dlatego, że płacimy rachunki za Święta.
W takim razie, słówko o rachunkach, kosmicznych, na poważnie.
James Hillman, uczeń Junga i Jungowski odszczepieniec napisał o nich fascynującą książkę.
(Jutro będzie o niej mowa w K3, a dziś byłem gościem Tomka Stawiszyńskiego w Radiu Dla Ciebie; o 11, mają podcasty).
Hillman próbuje reaktywować platoński mit dajmoniona. Po śmierci człowieka dusza wybiera sobie los i nowe wcielenie. Zapomina o wszystkim, ale dostaje Przewodnika, który przypomina jej o powołaniu.
Nie przeznaczeniu: powołaniu. Dajmonion daje znaki, popycha, objawia talenty. Można go jednak nie posłuchać.
Warto?
Dążenia są dwa, o przeciwstawnych zwrotach. Dajmonion wznosi nas do gwiazd. Ale jest także drugi ruch: Dusza wzrasta z nieba w dół jak drzewo stojące na głowie (motyw z kabały). Ma się zakorzenić, uziemić, osiągnąć dojrzałość.
Słucham Kurta Cobaina, Judy Garland, Michaela Jacksona, Whitney Houston i bywam w siódmym niebie, tam gdzie ich daimoniony. A oni sami – jakże często bywali w piekle.
Czy można zrealizować swój los i nie dać się zrzucić z gwiazd do piekła?
Czytam Tadeusza Konwickiego, wielkiego pisarza i reżysera, którego właśnie pożegnaliśmy, a który tak pięknie zrealizował swoje życiowe powołanie.
Codziennie wysiadywał nad kartką papieru, ale dbał o ludzi i to chyba bardziej niż o siebie, bo dla siebie miał leczniczą autoironię.
Praktykował wrastanie w świat, który bardzo Go obchodził. Pisał piękne książki, kręcił piękne filmy, był pięknym człowiekiem.
Warto.

Życie. Wydanie drugie poprawione.

Styczeń 8th, 2015 by darek

W świątecznej poczcie, którą odebrałem z „Trójki” dopiero wczoraj, znalazłem tomik pięknych wierszy Olgi Kubińskiej.
Ta książka, z okładką zrobioną pod konstruktywistów, ma niesamowity (pod)tytuł, jeden z najlepszych, jakie znam.

To znaczy, że może być trzecie, i czwarte wydanie. I niejeden przekład (czego tym wierszom życzę).
A “Życie. Wydanie drugie poprawione”, ale bez cudzysłowu…
Cóż by to miało oznaczać?
„Drugą szansę?” (Tu za to dołożyłem cudzysłów, bo „druga szansa” jest najgęściej opisana, najciaśniej ofilmowana i najbardziej zbanalizowana).
A może to o tym powiedziała Korczakowi Helcia?
„ Ty jesteś niespokojnym człowiekiem”.
Ona:
- Ja jestem człowiekiem?
- No tak. Przecież nie pieskiem.
Zamyśliła się. Po długiej pauzie zdziwiona:
- Jestem człowiekiem. Jestem Helcia. Jestem dziewczynka. Jestem Polka. Jestem córeczka mamusi, jestem warszawianka… Jak ja dużo jestem”.
(„Pamiętnik”, s. 37-38.)
I teraz, znowu bez cudzysłowu:
Może nie trzeba czekać na „drugą szansę”, bo już tak „dużo jesteśmy”?
Cykl „Życie. Wydanie drugie poprawione” kończy się tak (cudzysłowy wymazałem):

moje tutaj jest tutaj
moje teraz – teraz

„Obraz świata wydaje mi się fotomontażem, z którego komputerowo usunięto drzewa”.

Styczeń 2nd, 2015 by darek

Czytam prognozy na nowy rok.
Tytuł debaty oksfordzkiej, która odbyła się w Pałacu Kultury 15 grudnia:
„Czy świat ma przed sobą wspaniała przyszłość”?
Wolne żarty!
A:
… wyczerpywanie się źródeł energii i zasobów środowiska, światowa anarchia, dysproporcje poziomów życia, powszechny miraż dostania się do klasy średniej (mało kto chce być farmerem, a prawie nikt robotnikiem), niekontrolowany przepływ kapitału na globalnym rynku i (więc) brak stabilności finansowej, wojny…
„Czy świat ma przed sobą wspaniała przyszłość”?
Już na pewno nie w tym roku, głoszą naukowcy, publicyści, (czyli?) wróżki.
Być może.
Wprawdzie ksiądz Boniecki, który wziął udział w tej debacie i wydatnie wzmocnił siły obozu optymistów, powołując się na „Krótką historię przyszłości” Attalego (wyszła po polsku w 2008), konkluduje w artykule wstępnym: „Trudny, lecz nieustanny rozwój człowieczeństwa nie pozwala umrzeć nadziei”.
Kończę lekturę, zamykam pismo.
Na okładce noworocznego numeru „Tygodnika Powszechnego” jest zdjęcie Putina…
Żeby móc pisać dalej, zakrywam je książką Davida Bornsteina „Jak zmieniać świat”. Wyszła w 2009 roku, przeczytałem ją kilka dni temu.
Otwieram ją na stronie 313 i cytuję:
„Obraz świata wydaje mi się fotomontażem, z którego komputerowo usunięto drzewa”.
Te „drzewa” to dla Bornsteina, jego „podtytułowi” Przedsiębiorcy społeczni – wizjonerzy naszych czasów”.
Drzewa, czyli tlen. Drzewa, czyli zieleń – kolor nadziei.
„W dwóch ostatnich dekadach bez wątpienia na świecie pojawiło się znacznie więcej przedsiębiorców społecznych niż terrorystów”, pisze Bornstein.
Drzewa, czyli ludzie.
W nich/w nas nadzieja.
„Bo ludzi dobrej woli jest więcej”
Pokładam nadzieję w nich. I w nas, że będziemy gotowi ich wesprzeć.

Pięknych, prawdziwych Świąt!

Grudzień 24th, 2014 by darek

Miałem bardzo trudne dwa miesiące.
Choroby własne i Najbliższych i jeszcze inne deszcze niespokojne i podgórki, a nawet podgóry.
Jakoś się powolutku układa.
Jak dobrze.
I już prawie Świątecznie.
Niech nadejdzie i zostanie jak najdłużej.

Bolące kolano

Listopad 27th, 2014 by darek

Wiem, że się słucha uchem, pisze ręką, mówi ustami, a myśli głową.
Noga nie ma tu nic do rzeczy.
A tym bardziej kolano, nawet bolące, bo jest przecież nawet mniejsze.
Zygmunt Waliszewski malując plafon w Kurzej Stopce na Wawelu, powiadał, że: „nie maluje się przecież nogami!” (amputowano mu je, zapadł na chorobę Bürgera.

Nie, nie jest tak źle, to tylko bolące kolano.
Ale życie z bolącym kolanem bywa bardzo ciekawe.
I rozumie się nagle bolącym kolanem tyle rzeczy.
Na przykład autobus:
Autobus ucieka, autobus hamuje, autobus zakręca, nie ma wolnych miejsc siedzących w autobusie, tłok przy wsiadaniu do autobusu, wysoki stopień autobusu, ktoś przepycha się do wyjścia z autobusu…
Kto inny potrąca człowieka, a właściwie jego bolące kolano, które staje się nagle ogromne…
Świat widziany bolącym kolanem jest bardzo ciekawy.
Niby wiadomo, ale jak się samemu nie pokuśtyka na bolącym kolanie, to jednak nic nie wiadomo.
Może bolące kolano powinno być przedmiotem szkolnym, a nie fizyka czy biologia?

101!

Listopad 17th, 2014 by darek

Dziś wieczorem będzie 101 moja audycja w tym roku (Dziękuję Ci Kingo, za skrupulatne obliczenia).
Z tej okazji chciałbym Państwu coś opowiedzieć.
To scena sprzed kilkunastu lat. Zapamiętałem, bo to niezwykłe. Powtarzam, bo ważne i pouczające:
Łódź. Skwerek w środku miasta. Dwie panie spacerują z psami. Pierwsza zaczepia drugą:
- MÓJ piesek jest najpiękniejszy.
Druga odpowiada:
- Tak. Pani piesek jest najpiękniejszy. I mój piesek też jest najpiękniejszy.
Ta druga pani była bardzo mądra. Jej odpowiedź może nam bardzo pomóc i bardzo się przydać.
Nieraz mi się przydała. Dziś też, gdy rozmawiałem z Jonathanem Haidtem. Haidt jest jednym z najsławniejszych i najważniejszych współczesnych uczonych. Napisał książkę o tym, dlaczego dobrzy ludzie nie mogą się ze sobą dogadać. Dlaczego? Bo jesteśmy jak ta pierwsza pani, a nie jak ta druga.
Rozmowa będzie dziś po 21. Zapraszam, posłuchajcie i poczytajcie Haidta.

Dzień Niepodległości

Listopad 11th, 2014 by darek

Dzień Niepodległości.
Jak on się pięknie nazywa!
Niepodległość: jaka to piękna idea!
I jakie wyzwanie, jak mówią w telewizji.
Wolność, troska, sprawiedliwość, autorytet, lojalność i świętość: wszystkie zbadane (Jonathan Haidt) i jeszcze niezbadane fundamenty moralności.
Niepodległość i miłość (bo patriotyzm).
O miłości trudno mówić, a pewnie i nie trzeba. Kocha się i już.
Ojczyznę-Matczyznę łatwiej.
Trudniej ludzi. Zwłaszcza, jak się od nas różnią, a różnią się zawsze.
Pięknie Państwa pozdrawiam z okazji dzisiejszej Okazji.

Powiernicy przyszłości i przeszłości

Listopad 2nd, 2014 by darek

Wczoraj, w dniu Wszystkich Świętych, papież Franciszek wygłosił na cmentarzu Verano w Rzymie wstrząsające kazanie.
Jesteśmy zdolni do niszczenia wszystkiego – mówił. I „właśnie to robimy, niszczymy Stworzenie, życie, kultury, wartości”.
Kiedy czytałem książkę Barbera o światowym parlamencie burmistrzów, wpadła mi w oczy, uderzyła po głowie i zapadła w serce myśl Edmunda Burke’a, którą dzielę się z Państwem w Zaduszki.
Edmund Burke to XVIII wieczny filozof i prawnik, jeden z twórców nowoczesnego konserwatyzmu (dziwnie brzmi, ale prawda). W książce „Rozważania o rewolucji we Francji” Burke opisał społeczeństwo jako „wieczne”, „łączące wyższe i niższe istoty, świat widzialny i niewidzialny, na mocy potwierdzonej nienaruszalną przysięgą ugody, wskazującej wszystkim istotom fizycznym i moralnym należne im miejsce”.
Burke został posłem z okręgu Bristol do parlamentu brytyjskiego. W przesłaniu skierowanym do swoich wyborców napisał, że jest ich reprezentantem, ale równocześnie i przede wszystkim powiernikiem narodu brytyjskiego (uwaga!) mającego na względzie dobro publiczne rozumiane jako dobro obecnego pokolenia, ale także pokoleń przyszłych i przeszłych.
I to jest ta myśl: jesteśmy POWIERNIKAMI przyszłości i przeszłości.
Barber ujmuje to tak: „Umarli głosują przez historię, będącą ich dziełem i dziedzictwo tradycji, które po sobie pozostawili, a z którym żadne pojedyncze pokolenie nie może dowolnie igrać”.
A właśnie to robimy.

Melduję posłusznie,

Październik 30th, 2014 by darek

że zostałem „medialnym lwem”.
W tej książce Aleksandry Ślifirskiej jest o tym mowa.
Premiera książki – 3 listopada.
(Ale już można ją kupić).
Było już nawet jedno spotkanie autorskie:

, ale nie zapraszałem, bo było zamknięte.
(Jak będzie otwarte, to oczywiście poinformuję i grzecznie zaproszę).
A tu “medialny lew” nie ryczy, tylko przemawia ludzkim głosem i nisko się Państwu kłania.

Z żydowskiego na ludzkie

Październik 23rd, 2014 by darek

Wczoraj w Klubie Trójki rozmawiałem z Mikołajem Grynbergiem.
Mikołaj napisał trzy książki-rozmowy.
Najpierw to byli zwiedzający (?) obóz zagłady. Potem rozmawiał z „Ocalonymi z XX wieku”. A teraz z ich dziećmi.
Pierwsza książka nosi tytuł: „Auschwitz. Co ja tu robię?” Ostatnia: „Oskarżam Auschwitz”.
I znów to straszne słowo w tytule… A często i w życiu, w domu, w „żyłach, w których płynie dużo Auschwitzu” (tak mówi jeden z rozmówców Grynberga).
W Auschwitz można pozostać na zawsze.
Można też próbować z niego wyjść.
Grynberg słucha „opowieści rodzinnych” (podtytuł książki) i opowiada własną.
Empatia jest jego światłem, latarką, którą rozpoznaje drogę przez ciemność.
(Grynberg ma szczęście: może zadedykować książkę Tacie i podziękować w posłowiu Rodzicom za piękne dzieciństwo. Niektórzy z jego rozmówców przyznają się do nienawiści wobec swoich).
Empatia to „uniwersalny rozpuszczalnik”, jak to ktoś o niej powiedział.
Jest z nią jednak i ten problem, że się zamyka na innych, nieswoich; bywa, że zatacza ciasne kółka i zamyka w nich nas (nas: tych „lepszych”, tych „naszych”) izolując od „gorszych” innych.
Uważam, że to, co robi Mikołaj Grynberg, tłumacząc z żydowskiego na ludzkie, ma głęboki sens.
P.S.
Wczoraj po programie z niepokojem sprawdzałem skrzynkę pocztową. Obawiałem się, że listów w stylu: „Nasi rodzice też krzyczą przez sen” (prawda), więc „Niech Żydzi nie epatują swoimi nieszczęściami! Ile można o tym słuchać”.
(Opisałem najłagodniejszy wariant).
Nie było ani jednego takiego listu.
Dziękuję.