Jaka piękna!

Marzec 17th, 2015 by darek

Malinka

Marzec 16th, 2015 by darek

Zostałem dziadkiem:
malinka:)

Melduję posłusznie,

Marzec 10th, 2015 by darek

że Operacja “M” została przełożona.

M.

Marzec 9th, 2015 by darek

Jutro akcja „M.”

Słowa. Tak(nie)wiele

Marzec 4th, 2015 by darek

Renata Dziurdzikowska-Arendt w swoich mądrych, pożytecznych i pożywnych – o tym za chwilę – rozmowach z Benedyktem Peczko „Zrozumieć mężczyznę” mówi:
„Spotkałam się (…) z mądrym starym Indianinem Srebrnym Lisem z plemienia Czirokezów. Opowiadał, na czym polega budowanie wspólnotowych więzi w jego plemieniu. Starsi siadają w kręgu, a młoda dziewczyna czy chłopak mówią o swoim problemie, przypuśćmy że sercowym. Starsi uważnie słuchają, a potem każdy po kolei mówi o swoich miłosnych doświadczeniach. Nie zadają pytań, nie udzielają rad, tylko opowiadają o sobie. Młody człowiek wychodzi z takiego spotkania nakarmiony historiami starszych. Tylko tyle. I to mu pomaga”.
(Nie)wiele: Słowa.
Słowa: pożytek – pożywienie – życie.

Jak Dziadek

Luty 27th, 2015 by darek

Moi dziadkowie to Antoni i Zygmunt.
Antoni zginął w pierwszych dniach wojny na Targówku. Może gdyby mu się chciało dbać o konia, to by go nie przenieśli do piechoty? I może by przeżył, kto wie? Choć to był odważny człowiek i „się kulom nie kłaniał”, a pewnie trzeba było.
Zygmunt… O, to historia do opisania w powieści. W powieści, bo w jego życiu wszystko było na wielką skalę, także tajemnice. Wywieźli go gdzieś do Niemiec. Długo nie wracał i zaraz umarł.
Moje życie, może i nadal, a na pewno w czasach dzieciństwa i młodości, kryło się w cieniu dziadków, ich tajemnic, ich dopełnionych, choć przecież niedopełnionych losów.
Antoni i Zygmunt zmarli bardzo dawno temu. Nigdy ich nie widziałem.
Ale szukałem.
Jak się nie ma dziadka, to przecież nie jest klęska ani sieroctwo.
Ale jednak coś w tym z sieroctwa jest, szuka się więc dziadków „adopcyjnych”…
Bohdan Tomaszewski…
Ptak Czarodziej. Fascynowałem się Nim: Jego posturą, urodą, głosem, inteligencją, kulturą, szlachetnością, rycerskością. Tym, że był przeciwko wszelkiemu dziadostwu.
A potem zacząłem pracę w radiu, jak On.
Miałem nawet zaszczyt rozmowy z Nim. Tylko raz, ale jednak.
Bohdan Tomaszewski.
Mistrz.
I jak Dziadek.

Anna Szałaśna

Luty 5th, 2015 by darek

Przeżyła Auschwitz i Ravensbruck.
Po tej rozmowie trudno mi się pozbierać.
Czy to zresztą była rozmowa?
Może nie umiałem? (A taki ze mnie kulturalny i empatyczny redaktor!)
A może taka opowieść się nie mieści. Nie umości sobie miejsca. Nie da się zamknąć.
Pozostaje bezdomna i obca.
Ale czy tak jest naprawdę?
Przecież wchodzi głęboko, w serce. Przenika do szpiku kości.
Wyprowadza na manowce? Czy dokądś jednak prowadzi?
Każe słuchać i być.
Trudno mi się samemu pozbierać, zacytuję więc list:
„Wczorajsza audycja trudna była. Nie szło to tak jak by się chciało. Nie ma okazuje się takich odpowiedzi jakich byśmy oczekiwali. A sama Opowieść przekracza ramy pięćdziesięciu minut…
Podejrzewam, że gdybyś rozmawiał z historykiem, naukowcem, psychologiem – to on by miał te odpowiedzi, z góry przygotowane, głęboko przemyślane, do ostatniego słowa wycyzelowane. Powstaje jednak pytanie – czy te odpowiedzi by były prawdziwe? Właściwe?
Pani Ania. Rzeczywiście wspaniała. Można by pomyśleć, że tylko dobrych ludzi spotkała. Ale to nie tak. Myślę, że bestii spotkała tam mnóstwo. Ale ma taką mądrość, że dziś wspomina tylko te osoby, które są tego żeby je wspominać warte. Warte. Czyli jakoś dobre. Może to jest najważniejsza nauka? Żeby iść w to co jest dobre i tylko o tym pamiętać, potem. Z resztą nie wiem. Takie historie czynią człowieka bezradnym…”

“Ernest”

Styczeń 31st, 2015 by darek

„O czem tu dumać na paryskim bruku,/Przynosząc z miasta uszy pełne stuku,/ Przeklęstw i kłamstwa, niewczesnych zamiarów,/ Zapóźnych żalów, potępieńczych swarów?…”
Zadziwiająco aktualne, prawda? Wystarczy włączyć telewizor czy przespacerować się po Internecie.
O czem tu pisać?
Znalazłem.
Otwieram tę książkę:

W sumie 122 słowa (plus siedem, jeśli doliczymy dedykację, i jeszcze jedno na KONIEC ).
Ale od początku: łoś Ernest chce się dostać do książki. Jest on dużym (wielkim!) łosiem, to się i nie mieści.
Dopiero, kiedy się nie pcha, tylko (współ)pracuje z małą (tak małą, że aż bezimienną) przyjaciółką (łasicą chyba, ale na pewno nie wydrą!) …
Piękna opowieść, cudownie wymyślona i wymalowana (ale nie: „zmalowana”) przez Catherine Rayner.
(Wydana przez znakomite wydawnictwo EneDueRabe z Gdańska; tak, to od „Kamyków Astona”).
I znowu cudowna książka dla małych i dużych, o dużym i Małym.
Żyć się na powrót zachciewa po stukach, przekleństwach, kłamstwach i potępieńczych swarach ze świata, w którym wciąż tylko Ja, Ja i Ja.
A „ja” to niekoniecznie „tak”.

Blue Monday, dajmonion i kosmiczne rachunki

Styczeń 18th, 2015 by darek

Jutro będzie Blue Monday.
Jest taki smutny między innymi dlatego, że płacimy rachunki za Święta.
W takim razie, słówko o rachunkach, kosmicznych, na poważnie.
James Hillman, uczeń Junga i Jungowski odszczepieniec napisał o nich fascynującą książkę.
(Jutro będzie o niej mowa w K3, a dziś byłem gościem Tomka Stawiszyńskiego w Radiu Dla Ciebie; o 11, mają podcasty).
Hillman próbuje reaktywować platoński mit dajmoniona. Po śmierci człowieka dusza wybiera sobie los i nowe wcielenie. Zapomina o wszystkim, ale dostaje Przewodnika, który przypomina jej o powołaniu.
Nie przeznaczeniu: powołaniu. Dajmonion daje znaki, popycha, objawia talenty. Można go jednak nie posłuchać.
Warto?
Dążenia są dwa, o przeciwstawnych zwrotach. Dajmonion wznosi nas do gwiazd. Ale jest także drugi ruch: Dusza wzrasta z nieba w dół jak drzewo stojące na głowie (motyw z kabały). Ma się zakorzenić, uziemić, osiągnąć dojrzałość.
Słucham Kurta Cobaina, Judy Garland, Michaela Jacksona, Whitney Houston i bywam w siódmym niebie, tam gdzie ich daimoniony. A oni sami – jakże często bywali w piekle.
Czy można zrealizować swój los i nie dać się zrzucić z gwiazd do piekła?
Czytam Tadeusza Konwickiego, wielkiego pisarza i reżysera, którego właśnie pożegnaliśmy, a który tak pięknie zrealizował swoje życiowe powołanie.
Codziennie wysiadywał nad kartką papieru, ale dbał o ludzi i to chyba bardziej niż o siebie, bo dla siebie miał leczniczą autoironię.
Praktykował wrastanie w świat, który bardzo Go obchodził. Pisał piękne książki, kręcił piękne filmy, był pięknym człowiekiem.
Warto.

Życie. Wydanie drugie poprawione.

Styczeń 8th, 2015 by darek

W świątecznej poczcie, którą odebrałem z „Trójki” dopiero wczoraj, znalazłem tomik pięknych wierszy Olgi Kubińskiej.
Ta książka, z okładką zrobioną pod konstruktywistów, ma niesamowity (pod)tytuł, jeden z najlepszych, jakie znam.

To znaczy, że może być trzecie, i czwarte wydanie. I niejeden przekład (czego tym wierszom życzę).
A “Życie. Wydanie drugie poprawione”, ale bez cudzysłowu…
Cóż by to miało oznaczać?
„Drugą szansę?” (Tu za to dołożyłem cudzysłów, bo „druga szansa” jest najgęściej opisana, najciaśniej ofilmowana i najbardziej zbanalizowana).
A może to o tym powiedziała Korczakowi Helcia?
„ Ty jesteś niespokojnym człowiekiem”.
Ona:
- Ja jestem człowiekiem?
- No tak. Przecież nie pieskiem.
Zamyśliła się. Po długiej pauzie zdziwiona:
- Jestem człowiekiem. Jestem Helcia. Jestem dziewczynka. Jestem Polka. Jestem córeczka mamusi, jestem warszawianka… Jak ja dużo jestem”.
(„Pamiętnik”, s. 37-38.)
I teraz, znowu bez cudzysłowu:
Może nie trzeba czekać na „drugą szansę”, bo już tak „dużo jesteśmy”?
Cykl „Życie. Wydanie drugie poprawione” kończy się tak (cudzysłowy wymazałem):

moje tutaj jest tutaj
moje teraz – teraz