Bolące kolano

Listopad 27th, 2014 by darek

Wiem, że się słucha uchem, pisze ręką, mówi ustami, a myśli głową.
Noga nie ma tu nic do rzeczy.
A tym bardziej kolano, nawet bolące, bo jest przecież nawet mniejsze.
Zygmunt Waliszewski malując plafon w Kurzej Stopce na Wawelu, powiadał, że: „nie maluje się przecież nogami!” (amputowano mu je, zapadł na chorobę Bürgera.

Nie, nie jest tak źle, to tylko bolące kolano.
Ale życie z bolącym kolanem bywa bardzo ciekawe.
I rozumie się nagle bolącym kolanem tyle rzeczy.
Na przykład autobus:
Autobus ucieka, autobus hamuje, autobus zakręca, nie ma wolnych miejsc siedzących w autobusie, tłok przy wsiadaniu do autobusu, wysoki stopień autobusu, ktoś przepycha się do wyjścia z autobusu…
Kto inny potrąca człowieka, a właściwie jego bolące kolano, które staje się nagle ogromne…
Świat widziany bolącym kolanem jest bardzo ciekawy.
Niby wiadomo, ale jak się samemu nie pokuśtyka na bolącym kolanie, to jednak nic nie wiadomo.
Może bolące kolano powinno być przedmiotem szkolnym, a nie fizyka czy biologia?

101!

Listopad 17th, 2014 by darek

Dziś wieczorem będzie 101 moja audycja w tym roku (Dziękuję Ci Kingo, za skrupulatne obliczenia).
Z tej okazji chciałbym Państwu coś opowiedzieć.
To scena sprzed kilkunastu lat. Zapamiętałem, bo to niezwykłe. Powtarzam, bo ważne i pouczające:
Łódź. Skwerek w środku miasta. Dwie panie spacerują z psami. Pierwsza zaczepia drugą:
- MÓJ piesek jest najpiękniejszy.
Druga odpowiada:
- Tak. Pani piesek jest najpiękniejszy. I mój piesek też jest najpiękniejszy.
Ta druga pani była bardzo mądra. Jej odpowiedź może nam bardzo pomóc i bardzo się przydać.
Nieraz mi się przydała. Dziś też, gdy rozmawiałem z Jonathanem Haidtem. Haidt jest jednym z najsławniejszych i najważniejszych współczesnych uczonych. Napisał książkę o tym, dlaczego dobrzy ludzie nie mogą się ze sobą dogadać. Dlaczego? Bo jesteśmy jak ta pierwsza pani, a nie jak ta druga.
Rozmowa będzie dziś po 21. Zapraszam, posłuchajcie i poczytajcie Haidta.

Dzień Niepodległości

Listopad 11th, 2014 by darek

Dzień Niepodległości.
Jak on się pięknie nazywa!
Niepodległość: jaka to piękna idea!
I jakie wyzwanie, jak mówią w telewizji.
Wolność, troska, sprawiedliwość, autorytet, lojalność i świętość: wszystkie zbadane (Jonathan Haidt) i jeszcze niezbadane fundamenty moralności.
Niepodległość i miłość (bo patriotyzm).
O miłości trudno mówić, a pewnie i nie trzeba. Kocha się i już.
Ojczyznę-Matczyznę łatwiej.
Trudniej ludzi. Zwłaszcza, jak się od nas różnią, a różnią się zawsze.
Pięknie Państwa pozdrawiam z okazji dzisiejszej Okazji.

Powiernicy przyszłości i przeszłości

Listopad 2nd, 2014 by darek

Wczoraj, w dniu Wszystkich Świętych, papież Franciszek wygłosił na cmentarzu Verano w Rzymie wstrząsające kazanie.
Jesteśmy zdolni do niszczenia wszystkiego – mówił. I „właśnie to robimy, niszczymy Stworzenie, życie, kultury, wartości”.
Kiedy czytałem książkę Barbera o światowym parlamencie burmistrzów, wpadła mi w oczy, uderzyła po głowie i zapadła w serce myśl Edmunda Burke’a, którą dzielę się z Państwem w Zaduszki.
Edmund Burke to XVIII wieczny filozof i prawnik, jeden z twórców nowoczesnego konserwatyzmu (dziwnie brzmi, ale prawda). W książce „Rozważania o rewolucji we Francji” Burke opisał społeczeństwo jako „wieczne”, „łączące wyższe i niższe istoty, świat widzialny i niewidzialny, na mocy potwierdzonej nienaruszalną przysięgą ugody, wskazującej wszystkim istotom fizycznym i moralnym należne im miejsce”.
Burke został posłem z okręgu Bristol do parlamentu brytyjskiego. W przesłaniu skierowanym do swoich wyborców napisał, że jest ich reprezentantem, ale równocześnie i przede wszystkim powiernikiem narodu brytyjskiego (uwaga!) mającego na względzie dobro publiczne rozumiane jako dobro obecnego pokolenia, ale także pokoleń przyszłych i przeszłych.
I to jest ta myśl: jesteśmy POWIERNIKAMI przyszłości i przeszłości.
Barber ujmuje to tak: „Umarli głosują przez historię, będącą ich dziełem i dziedzictwo tradycji, które po sobie pozostawili, a z którym żadne pojedyncze pokolenie nie może dowolnie igrać”.
A właśnie to robimy.

Melduję posłusznie,

Październik 30th, 2014 by darek

że zostałem „medialnym lwem”.
W tej książce Aleksandry Ślifirskiej jest o tym mowa.
Premiera książki – 3 listopada.
(Ale już można ją kupić).
Było już nawet jedno spotkanie autorskie:

, ale nie zapraszałem, bo było zamknięte.
(Jak będzie otwarte, to oczywiście poinformuję i grzecznie zaproszę).
A tu “medialny lew” nie ryczy, tylko przemawia ludzkim głosem i nisko się Państwu kłania.

Z żydowskiego na ludzkie

Październik 23rd, 2014 by darek

Wczoraj w Klubie Trójki rozmawiałem z Mikołajem Grynbergiem.
Mikołaj napisał trzy książki-rozmowy.
Najpierw to byli zwiedzający (?) obóz zagłady. Potem rozmawiał z „Ocalonymi z XX wieku”. A teraz z ich dziećmi.
Pierwsza książka nosi tytuł: „Auschwitz. Co ja tu robię?” Ostatnia: „Oskarżam Auschwitz”.
I znów to straszne słowo w tytule… A często i w życiu, w domu, w „żyłach, w których płynie dużo Auschwitzu” (tak mówi jeden z rozmówców Grynberga).
W Auschwitz można pozostać na zawsze.
Można też próbować z niego wyjść.
Grynberg słucha „opowieści rodzinnych” (podtytuł książki) i opowiada własną.
Empatia jest jego światłem, latarką, którą rozpoznaje drogę przez ciemność.
(Grynberg ma szczęście: może zadedykować książkę Tacie i podziękować w posłowiu Rodzicom za piękne dzieciństwo. Niektórzy z jego rozmówców przyznają się do nienawiści wobec swoich).
Empatia to „uniwersalny rozpuszczalnik”, jak to ktoś o niej powiedział.
Jest z nią jednak i ten problem, że się zamyka na innych, nieswoich; bywa, że zatacza ciasne kółka i zamyka w nich nas (nas: tych „lepszych”, tych „naszych”) izolując od „gorszych” innych.
Uważam, że to, co robi Mikołaj Grynberg, tłumacząc z żydowskiego na ludzkie, ma głęboki sens.
P.S.
Wczoraj po programie z niepokojem sprawdzałem skrzynkę pocztową. Obawiałem się, że listów w stylu: „Nasi rodzice też krzyczą przez sen” (prawda), więc „Niech Żydzi nie epatują swoimi nieszczęściami! Ile można o tym słuchać”.
(Opisałem najłagodniejszy wariant).
Nie było ani jednego takiego listu.
Dziękuję.

Poza boisko

Październik 18th, 2014 by darek

Napastnik biegnie tuż obok linii bocznej. Wypuszcza sobie piłkę daleko do przodu i mija obrońcę… wybiegając poza boisko.
Ta akcja przypomniała mi się, kiedy w Klubie Trójki rozmawiałem z prof. Benjaminem Barberem o przyszłości demokracji i nowej dystrybucji władzy, którą proponuje namawiając burmistrzów, żeby przejęli władzę nad światem, bo według niego tylko miasta poradzą sobie z globalnymi wyzwaniami, które przerastają dysfunkcjonalne państwa narodowe.
Być może rzeczywiście trzeba „wybiec poza boisko”?
A propos: w poniedziałek w Klubie Trójki będzie rozmowa z prof. Geraldem Huetherem, neurobiologiem z Getyngi.
Jego książka (napisana wspólnie z Ulim Hauserem) „Wszystkie dzieci są zdolne” to armaty ukryte w kwiatach.
Co Państwo powiedzą na takie oto zdanko:
„Złożone struktury w dziecięcym mózgu z pewnością nie mają szans rozwinąć się w tzw. ‘społeczeństwie konsumpcyjnym’, w którym wiedza i edukacja nie stanowią wartości”.
Albo na takie:
„Dzieci dowiadują się bardzo wcześnie, że są dla społeczeństwa przeszkodą i czymś niepożądanym”.
A, to zależy jakie!
Niedawno prowadziłem konferencję na temat ADHD. Wybitny znawca problemu, prof. Tomasz Wolańczyk, opowiedział o badaniach przeprowadzonych przez swoją magistrantkę w dwóch warszawskich gimnazjach. (Tak, wiem; za mała próbka, ale proszę posłuchać):
Kto dostaje wzorową ocenę z zachowania?
WYŁĄCZNIE dzieci depresyjne i lękowe.
„Dziecko lękowe dzieckiem marzeń”!?
I dla szkoły, i dla korporacji – i: ale może to za ostro, (oby!) dla rodziny?
To okropnie smutne, prawda?
Huether: „Społeczeństwo niemieckie (Uff! Co za ulga, nas to nie dotyczy*) ma poważny dylemat: wszyscy mówią o konieczności polepszania warunków życia naszych dzieci, jednak w praktyce wielu nie chce mieć z tym nic wspólnego”
I tak oto, jak głosi podtytuł książki Huethera i Hausera, „marnujemy wrodzone talenty”.
* Oto coś w rodzaju przypisu: relacja Marty Lipczyńskiej-Gil z frankfurckich targów książki. Najciekawszy jest fragment o nagrodzie za książkę dla dzieci.
Przesłanie: Rodzice boją się, że dzieci odpadną z wyścigu. Wywierają więc na dzieci presję. Dzieci przestają sobie radzić. Kto winien? Szukamy kozła ofiarnego. Są nimi nauczyciele. Owszem, szkoła jest wymyślona po staremu.
A tu – trzeba by wybiec poza boisko. A może w ogóle z takiej gry zrezygnować?

53

Październik 17th, 2014 by darek

Wczoraj miałem urodziny.
Dziękuję Państwu za listy i życzenia.
I za cierpliwość do mego niepisania tutaj.
No, cóż; dużo pracuję. (To brzmi jak: „O! Właśnie miałem do Ciebie zadzwonić”. Ale to prawda.)
Wciągnęło mnie pisanie inne. Pracuję nad wierszami. Tak, pracuję, a nie „ulegam natchnieniu”. Jak się skończyło 53, to wypada podejść do życia poważnie.
No to piszę. Tomik będzie nosił tytuł „Korespondent Małego Przeglądu”.
Bo „Mały Przegląd” dzieci i Korczaka, którego ostatni numer ukazał się 1 września 1939 roku, przetrwał w nadprzestrzeni i pozaczasie.
I ja teraz do niego wysyłam wiersze. Korczak ich wprawdzie nie chciał publikować, wolał reportaże i listy, ale jak widać zmienił zdanie.
Życzę sobie i Państwu, byśmy nie zatracili w sobie tego, co najpiękniejsze: bycia dzieckiem. I jego wiary w to, że serce świata i nasze serca biją we wspólnym rytmie.
Jeden z tych wierszy jest taki:

uczę się być królem

najpierw kupię błękitny
królewski atrament
potem go rzucę na głębokie
a on pójdzie na samo dno
z poselstwem
po koronę
(bo korona tam leży
w samiutkim środku morza)

i on mi ją przyniesie

będę królował
w złotej koronie

będę pisał błękitem
czernią ze światłem w środku

mgła

Październik 7th, 2014 by darek

pamięci Anny Przybylskiej

 
patrzę
przez mgłę
przez las
idę nad rzekę

i znikam

w lesie?
w rzece?
w chmurze?

blisko?
daleko?
w dole?
w górze?

“Trzy sny”, Filharmonia Kaszubska

Wrzesień 25th, 2014 by darek

Proszę spojrzeć na tę uśmiechniętą buźkę!

Tajemnica się jeszcze bardziej misteryzuje:

A tu się trochę materializuje i rozjaśnia, choć tylko przy księżycu:

Czytaj dalej »